Kuroshitsuji fanfiction opowiadania pl Kuroshitsuji blog<\a>Ciel Phantomhive<\a>Sebastian Michaelis

sobota, 9 stycznia 2016

Wspomnienia demonów, część 18


Ohayooo! Zawsze się tak witam, gdy mam dobry humor, takie jedno z moich dziwactw. Trochę zepsuliście mi humor liczbą wyświetleń ostatniej notki, bo nie komentujecie, choć ja zawsze zapewniam, że to nie boli
( ale jednak może kłamię?), a ja, biedna, staram się wam zamieścić notkę, żebyście mieli coś do czytania na święta...
Ech, ciężkie jest życie artysty xd
Niemniej jednak, teraz znowu przez jakiś czas będą raz w tygodniu, dopóki nie poczuję, że zapas jest na tyle bezpieczny, by swobodnie publikować dwie notki tygodniowo. Mam nadzieję, że wytrwacie w oczekiwaniu na kolejne części, bo nareszcie by wypadało, by akcja posunęła się do przodu.
I tak, tak, znów uległam mojemu kaprysowi i zmieniłam ścieżkę.
Brawo ja!
I dodałam nowy obrazek w tle <3 Tylko Nami-senpai wie, ile jej trułam, czy czcionka dobrze leży <3

```````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````
~~XVIII~~

            Grell klął jeszcze przez dobrą chwilę, rzucając pod adresem hrabiego Phantomhive najbardziej wyszukane przekleństwa, jakie tylko miał na końcu języka. Kreatywny umysł tworzył coraz to nowe obelgi, które wydostawały się z jego ust, a na całe szczęście nie docierały do niczyich uszu, bo pewnie już nigdy nie chciałby przebywać w towarzystwie tak wulgarnego osobnika. Rozwścieczony rzucił swoją piłę na ziemię i kopnął ją tak mocno, że odleciała kilka metrów dalej, zarywając ostrzem ząbków o ziemię i brudząc się w błocie. Pędząc, okręciła się kilka razy dookoła swojej osi na śliskiej mazi, zanim nie wytraciła prędkości i nie zatrzymała się, przechylając na bok. Nawet za nią nie pobiegł, chociaż znany był ze swojej miłości do ulubionej broni, którą przecież sam stworzył, ślęcząc wieczorami nad jej projektem i składaniem. Pozwolił, by tak leżała, samotna i biedna, jakby wszystkie nieszczęścia były jej winą.

            Przejmujący wiatr znowu dawał mu się we znaki. Jakby nie miał dość własnych kłopotów, to natura postanowiła mu dorzucić własne, odzierając go z łez złości spływających po policzkach i chłodząc do szpiku kości i tak zamrożone serce.

            Zamachnął ręką zaciśniętą w pięść, szukając czegoś, na czym mógłby się wyżyć. W tej chwili tak bardzo nienawidził hrabiego, że w akcie szału mógłby go zwyczajnie zabić. Pomysł wcale nie wydawał mu się taki zły. Podszedł do klęczącego chłopca, nieświadomego zupełnie, co się wokół niego dzieje, zapatrzonego w historię demona rozgrywającą się przed jego oczami. Kamerdyner leżał w podartym fraku, z niezasklepiającą się raną. Niezwykły widok. Grell widział kłębiące się z nad rany nagrania, które jakoś dziwnie się rozdwajały fragmentami, ale nie zastanawiał się nad ich specyfiką. Nie był do tego w nastroju, nie obchodziło go to. Wmawiał sobie, ze go to nie interesuje, bo czuł, że w przeciwnym razie zupełnie by się załamał. Tym razem, zależało mu za bardzo. Splunął tylko z pogardą na widok swojego… ukochanego. Nawet ten wyraz, tak często wykrzykiwany, przy rozmaitych okazjach, przechodził mu z trudem przez gardło. Ukochany, tak? Dobre sobie. Najlepsza kpina, jaką widział świat. Shinigami zakochany w demonie…

            – I jak, Sebastianie? Dobrze ci? Jesteś szczęśliwy, że twój gówniarz babrze ci się w pamięci? – wykrzykiwał  w złości, kopiąc leżącego demona w nogę – Powiedz mi, jak to jest? Jak to jest, być pokonanym, chociaż uważało się za niezwyciężonego?! Wielki pan demon. Cholernie fajne uczucie, prawda?! Utracić marzenia… Ale co ty możesz o tym wiedzieć? Jesteś cholernym demonem bez uczuć, nie masz krzty zrozumienia dla innych! Przecież liczy się tylko twój idealizm, sadyzm i samolubna pogarda dla cudzych uczuć…

            Sługa i pan zachowywali się tak, jakby ich wcale nie było i zupełnie ich nie dotyczyło. Nieruchomo, obojętnie, chciałoby się rzec, zupełnie nie z tego świata. Jakby bolesne słowa Shinigamiego nie były o nich, tylko pustą, czczą historyjką dla dzieci, opowiadaną w cieple domowego ogniska.

            To miało być dla niego, te wszystkie wspomnienia. To on go pokonał, pociął, poświęcił się, nawet opiekował tym kociakiem, co mu tak bezczelnie zanieczyścił płaszcz… I przegrał. Czerwone policzki od złości rozciągnęły się, ukazując zaciśnięte, trójkątne zęby. Chciał zabić Ciela. Nie obchodziło go to, że tym samym złamie prawo. Nie był przeznaczony w spisie dusz do zabrania, więc powinien być wobec niego neutralny, a on pałał nienawiścią tak głęboką, że wydawało mu się, że w tym momencie jest gorszy w swoim zapędzie od samego zła.

            Szlochając, podbiegł do swojej porzuconej piły. Rękawem koszuli otarł ją z błota i sprawdził, czy łańcuch nie uległ pęknięciu. Ostrze ząbków na delikatnej skórze tylko rozpalał w nim zmysł zemsty. Nie tak miało być.

            Jeden odskok i zamach. Stał nad nim, naprawdę tego chciał, ale zabrakło mu sił. Nie dał rady tego zrobić. Tak samo jak niegdyś Madame Red, kiedy jeszcze razem pracowali jako Kuba Rozpruwacz. Wciąż miał w pamięci obraz kobiety z włosami koloru lukrecji, która okazała się zbyt słaba, aby zabić własnego siostrzeńca, chociaż odkrył jej największą tajemnicę.

            To było ich pierwsze spotkanie, kiedy nie udawał już nikogo. Mina zdumionego Ciela i ten chytry uśmieszek Sebastiana mówiący o tym, że domyślał się jego prawdziwej tożsamości.

            Palce odmówiły mu posłuszeństwa. Zziębnięte mięśnie zadrżały, a piła wypadła mu z rąk, prosto na hrabiego i jego kamerdynera. Nawet nie zareagował, stał jakby wrósł w ziemię i skamieniał. Jedynie ruch gałek ocznych jeszcze utwierdzał go w przekonaniu, że nie stracił do końca możliwości motorycznych. Dlaczego wówczas nawet nie ruszył się z miejsca, nie miał zielonego pojęcia. Gdyby miał wówczas opisać, co czuł, powiedziałby, że ogarnęła go niemoc. Ku jego zdziwieniu, piła zatrzymała się sama i ześlizgnęła po niewidzialnej kopule na bok, omijając demona i jego duszę.

             – O, jakie luksusy. Zwykłemu śmiertelnikowi można przeszkodzić, zniszczyć jego nagrania, a demony mają chyba jakąś polisę na taki wypadek.

            Rozgoryczony stanął w miejscu, kręcąc ognistą głową na boki, machnął rękoma i usiadł na chłodnej ziemi wśród liści.

            Poczuł się wykorzystany w grze, o której istnieniu nie do końca wiedział. Był jak pionek w rozgrywce szachów: miał wykonać swój ruch, jaki dla niego zaplanowano. I zrobił to, dokładnie według wskazówek i oczekiwań. Tylko po co?

            Nie został zdjęty z szachownicy, jedynie zagroził szachem piekielnemu kamerdynerowi. I hrabia, ten fan gier logicznych, śmiejący się mu w twarz i mówiący dokładnie to samo, powtarzający jego ruch, jak echo:
Szach mat.
Więc kto i z kim tutaj gra?

            – Undertakerze, wiem, że tam jesteś. Wyjdź, jeśli masz odwagę – odezwał się czerwono włosy, nawet nie odwracając głowy.

            Grabarz, zdecydowanie zbyt poważnie jak na niego, bo bez krzty śmiechu, oddzielił się szarością swojego ubioru od kory bezbarwnych drzew, trzymając coś na rękach. Pełen wątpliwości podszedł do siedzącego na ziemi Grella i narzucił mu na ramiona ciepły płaszcz, który zabrał ze sobą z zakładu.

            Młody bóg nawet nie chciał na niego patrzeć. Naciągnął tylko skostniałymi palcami płaszcz, otulając się nim. Zupełnie zapomniał o tym, że miał guziki, zresztą, teraz liczyło się dla niego tylko to, że w końcu było mu ciepło, a wiatr nie liczył przez koszulę jego żeber.

            Undertaker przysiadł się bez słowa do swojego kolegi po fachu, głaszcząc jakąś kulkę, którą teraz dla odmiany trzymał na kolanach.

            – Chcesz? – pokazał mu ciepłą, futrzastą, mruczącą kuleczkę. Miał na myśli, że w ten sposób szybciej się ogrzeje, od drugiej żyjącej istoty. Specjalnie nie mówił nic więcej. Chciał dowiedzieć się, w jakim nastroju jest Grell. Wcale nie miał mu za złe przegranej. To była wygrana, tylko z moralną porażką, pyrrusowe zwycięstwo. Najgorszy kaliber do pogodzenia się  samemu z zaistniałą sytuacją.

            Grell odwrócił z wysiłkiem głowę, zerkając na kota. Od razu trafił na te przebrzydłe złociste oczy, do których poczuł natychmiastowe uprzedzenie. Nigdy więcej złotookich zwierząt. Przecież to nienaturalne, jakby się tak nad tym zastanowić. W ogóle, to był kot, czy czyjeś wcielenie?

            – Nie. Obsikał mi płaszcz.

            Zanim zaatakował, demon coś wspominał właśnie o kolorze oczu zwierzęcia. Więc nawet wybór kociaka przez grabarza nie był przypadkowy. Nim zdał sobie z tego sprawę, zaczął zazdrościć mu tej wiedzy.
            – Co takiego niezwykłego jest w tym kocie? – zapytał Grell, przerywając milczenie.

            – Jest podobny do pewnego zwierzęcia, do którego Sebastian zachował niezwykły sentyment. A myślisz, że dlaczego ma takiego bzika na punkcie kotów?

            – Nigdy się nad tym nie zastanawiałem.

            – Kłamiesz – uśmiechnął się grabarz, wyciągając z obszernego rękawa zawiniętą paczkę ciastek i częstując nimi Grella. W pierwszej chwili nawet nie podziękował, tylko wziął herbatnik i wpakował go to ust.

            – Czy ty się na kino jakieś wybrałeś czy jak? Może jeszcze mi powiesz, że o napoje też zadbałeś?! – wydarł się czerwono włosy, ale szkoda mu było rzucać jedzeniem, więc tylko wymownie się skrzywił i zaczął chrupać. Jego poirytowanie sięgało zenitu.

            – W tej chwili nie możemy nic zrobić.

            – Dlaczego w ogóle to robisz?

            – Co robię? – grabarz udawał głupiego – przyniosłem ci płaszcz, bo było ci zimno i podkarmiam, bo burczenie twego brzucha słychać w promieniu kilku kilometrów. Jestem dobrym samarytaninem, a ty pytasz dlaczego jestem dobry? Głodnych nakarmić, spragnionych napoić, czy jakoś tak to szło… Starość nie radość.

            Białowłosy nie miał zamiaru podzielić się informacją, a jemu zbyt zależało, żeby tak to pozostawić, nie tym razem. Grell zrobił dobrą minę do złej gry i trochę się tym przeraził, bo to przecież takie ludzkie dążenie. Żeby zrozumieć, nie mieć do siebie żalu, zakończyć pewien epizod. A wydawałoby się, że każdy z nich ma to za sobą, wraz z chwilą własnej śmierci, po której stali się tym, czym teraz są.

            – Dlaczego – wypowiadał powoli, dobitnie, akcentując każdy wyraz – wykorzystałeś mnie w swojej potyczce z Sebastianem? Co chciałeś tym osiągnąć? – sprecyzował pytanie, wpatrując się prosto w oczy grabarza. Zdenerwowała go zasłona wiszących szarych włosów, utrudniająca mu kontakt z dziwakiem, więc postanowił wyeliminować problem w najprostszy z możliwych sposobów. Schwycił długą grzywę w garść i uniósł za nią głowę grabarza, odsłaniając szpecące blizny i jego jadowicie zielone oczy, które cały czas sprawiały wrażenie, jakby rozumiały jego pobudki, nawet teraz. Irytowała go ta pewność, z jaką pogrywał sobie legendarny shinigami. Przeciwko takiemu zachowaniu nie mógł nic poradzić.

            Nie otrzymał odpowiedzi od razu. Grabarz, jakby delektując się tym wyrywaniem włosów, które coraz przybierało na sile i delikatnie sugerowało, co powinienen w tej chwili zrobić, zerknął na twarz swojego rozmówcy. Czy on to zrozumie? Szczerze wątpił, ale postanowił zaryzykować.

            – Jestem informatorem. Chciałem się czegoś dowiedzieć.

            – Czegoś? – zakpił Grell – Więc czemu sam tego nie zrobiłeś? Przecież dla ciebie to nie byłoby żadnym problemem! Dlaczego wysłużyłeś się mną?

            Grabarz uderzył go w rękę tak, że syknąwszy z bólu wypuścił włosy z uścisku. Białe nitki powoli opadły na twarz, znowu czyniąc ją nieprzystępną. Koniec tego przełamywania barier między nadawcą a odbiorcą.

            – Nie mogłem. Wiąże mnie obietnica.

            Grell nie wierzył własnym uszom. Co? Jaka znowu obietnica? Jakie on ma konszachty z tym demonem? Co tu w ogóle się dzieje? Miał ochotę rzucić wszystko i wreszcie się obudzić z tego koszmarnego snu, we własnym łóżku, z wypastowaną i naoliwioną piłą na nocnej szafce. Wstałby, przeciągnął się, przetarł oczy i założył na nos okulary, podchodząc do lustra, by stwierdzić, że dzisiaj potrzebuje więcej pudru, bo jego twarz nadal nosi ślady nocnej imprezy. I te worki pod oczami. Sebastian na pewno by je zauważył i złośliwie skrytykował. Otworzyłby jadowicie czerwoną szminkę, zastanawiając się, czy będzie miał dziś do zrobienia w okolicy rezydencji hrabiego Phantomhive. Kiedy opiłowałby paznokcie, nadając im idealny, symetryczny, owalny kształt, zauważyłby, ze jest już dobrze spóźniony, co wiąże się z kolejną wizytą na dywaniku i naganą u swego przełożonego, Willa. Schwyciłby swój płaszcz i nie nakładając go do końca na ramiona, skakałby z dachu na dach, wymachując po drodze piłą i doprowadzając do przerażenia małe dzieci, dopóki nie dotarłby do celu, przyciągając po drodze parę zawistnych spojrzeń.

            Uderzył się mocno w policzek, sprawdzając czy nie śni, a gdy stwierdził, że najwyraźniej bodziec był zbyt słaby, żeby się obudzić, zaczął szczypać swoją dłoń.

            – Undertakerze, ja nie śnię, prawda? – spytał smutno, gdy cała ręka pokryła się sinofioletowymi plamami.

            Grabarz pokręcił głową, podgryzając ciasteczko.

            – Nie śnisz. To się dzieje naprawdę.








3 komentarze:

  1. Ciekawie się dzieje. Rozdwajające się nagrania tłumaczą, czemu widzimy piekło Seby i akademię shinigami, chociaż też nie do końca. Jakbym miała policzyć to... Seba, Isztar, Kurara, Andatejka i Undertaker, co najmniej pięć nagrań :P
    No, ale do rzeczy. Sebek zna się z Undziem, a to zwierzę,ten kot - mam nadzieję, że on jakoś ich połączy. Za to nie wiem, co myśleć o tej obietnicy, no bo... Grell założył, że to obietnica wobec Sebastiana, a ja mam dziwne wrażenie, że Undi miał na myśli obietnice wobec Andatejki -a przynajmniej tak mi podpowiada spaczony mózg autorki :P

    Grell taki zły i ma taki żal i w ogóle aż mi przykro. Ale ładnie to pokazałaś. Szczególnie jak gdzieś w trakcie konologu jedno jego zdanie zupełnie nie pasuje do kolejnego - to tskie autentyczne^^
    No i Undi taki dobry, starszy kolega. Nawet płaszczyk i ciasteczka przyniósł. Jak Grell powiedział o napojach, to czekałam aż wyciągnie termos z herbatą xDD

    Nie wiem tylko, czy słowo shinigami powinno się odmieniać. Nie wiem i nie znalazłam żadnego żetelnego źródła, które by rozwiało tę wątpliwość, dlatego używam tylko w mianowniku. Bo "shinigamich" brzmi trochę kulawo w moim osobistym odbiorze.

    A narzekać tak dużo nie narzekałaś :P i chociaż masz szwabache w tytule, a nie cały tekst nią *hejt na antologię soł macz*
    Loffki :*

    OdpowiedzUsuń
  2. <3 Jeszcze trochę będzie o nich w następnej części. Obawiałam się trochę tego tekstu o napojach, bo trochę nie na miejscu, ale też zachowanie Grella jest ni nie na miejscu, bo jest niesamowicie wkurzony i jest chodzącą bombą, która zaraz wybuchnie.
    Dobra tam, nieskładnie xd
    A co do obietnicy, to trochę późno wszystko się wyjaśni, a nie chcę spolerować. Praktycznie na samym końcu xd zła ja <3 ale idzie się domyślić, co właśnie robisz.
    I w ogóle, tak dobrze mi się denerwuje Grellem, że to aż nienaturalne. Tak, jakbym znała te wszystkie uczucia, z którymi on sobie nie radzi <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejka,
    wspaniale, zastanawiam się nad tą obietnicą bo wydaje mi się że bardziej dotyczy Andatejkai niż Sebastiana, och Grell taki załamany że mu się nie udało tak jak chciał...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń