cursor by Andatejka

piątek, 14 września 2018

Opowiadanie. Kuroshitsuji. Ulotność, część 6


– Książę Hamilton! – ucieszył się doktor Pettigerw. Chwilkę zaczekał, dopóki mężczyzna nie zrównał się z nim, a następnie obydwaj uścisnęli się w krzepkim geście prawdziwych przyjaciół, zupełnie nie pasującego do chłodnej, eleganckiej i niesamowicie zdystansowanej angielskiej etykiety. Prawdę mówiąc, można było nawet powiedzieć, że obydwaj ją nagięli w znacznym, wręcz nieprzyzwoitym stopniu. – A to niespodzianka! Nie sądziłem, przyjacielu, że cię tutaj zobaczę! – krzyknął doktor, a jego ziemniaczana twarz stałą się jeszcze bardziej pospolita i okrągła ze szczęścia.
– O, i nie tylko mnie. Znaczna część Towarzystwa Chirurgicznego przychodzi regularnie na twoje pokazy. Nie mów, że nie zauważyłeś. – odpowiedział spokojnie książę Hamilton, a Sebastian nastawił ucha. – Ja niestety nie mogę się pochwalić aż taką sumiennością i skrupulatnością. – dodał zaraz, a ton jego głosu mógł zdradzał, że naprawdę mu z tego powodu jest przykro.
– Nie musisz się tłumaczyć, gdybym w końcu doczekał się syna, też bym nie opuszczał domu więcej, niż to konieczne. – zapewnił sir Thomas.
– Nie tylko o to chodzi – odpowiedział – mam sporo obowiązków w klinice. Chociaż nauka idzie do przodu i przynosi coraz to nowsze odkrycia, ciągle zmierzamy się z tymi samymi problemami i chorobami. Czasami mam wrażenie, że to jakieś błędne koło, z którego nie ma wyjścia – przyznał książę, a Sebastian stracił zainteresowanie dla rozmowy. Mimo to słuchał jeszcze jakiś czas, mając nadzieję, że wspomną coś o Towarzystwie Chirurgicznym. Ostatecznie rozczarował się, kiedy mężczyźni oddalili się razem, a tłum gości skutecznie rozgrodził ich od niego i panicza, zagłuszając zupełnie przebieg rozmowy. Sir Astley Paston Cooper również zniknął mu z oczu i nie był pewien, czy jego podopieczni zapamiętali nową wpływową osobę na salonach, czy nie.
– Jak dla mnie, to Ciel jest o niebo przystojniejszy od nich – szepnęła nieśmiało Elizabeth do Pauli, a ta uwaga wytrąciła Sebastiana na moment z zadumy. Mallcote również należał do Towarzystwa Chirurgicznego. A więc była spora szansa, że go dzisiaj spotkają. Prawdopodobnie, nie potrzebowałby nawet zaproszenia, wystarczy, że zjawiłby się jako pracownik naukowy.
Kolejną atrakcją wieczoru, która skupiała całkiem potężne grono widzów, była grupa szlachty i bogatego mieszczaństwa, które chciało mieć dość ekstrawagancką pamiątkę po pokazie, a mianowicie: rozbandażowane ciała w dobrym stanie przekazywano do muzeum Brytyjskiego, a części, które odpadły, bądź niezamierzenie bądź w wyniku wypadku, można było nabyć za horrendalnie wysoką sumę. Oczywiście, handlarze zwietrzywszy interes, czasami pomagali mumiom tracić różne części ciała, na które zawsze znajdowali się chętni. Wystarczyło jedynie przebić pozostałe oferty w licytacji, a za jakiś czas odebrać pięknie oprawioną w gablotce część mumii.
W pewnym momencie Sebastianowi coś przyszło do głowy, co postanowił niezwłocznie sprawdzić. Dlatego przeprosił na moment panicza oraz jego narzeczoną i oddalił się, uprzednio skłaniając lekko, by niespostrzeżenie wmieszać się w tłum, a następnie zniknąć w jakimś ciemniejszym kącie. Wspomagał się swoimi zdolnościami, aby jak najbardziej efektywnie wykorzystać ten czas na śledztwo i wcale nie miał tego sobie za złe. Na samym początku Ciel zakazał mu się obnosić ze swoimi umiejętnościami w obawie zbyt szybkiego zdemaskowania, ale czasami jego zleceń nie dało się wykonać inaczej. Dlatego też demon wypracował pewien złoty środek: kiedy nikt nie zauważy, może robić jak chce i co chce, kiedy mają to obserwować jacykolwiek inni, ma to sprawiać pozory.
Z każdym kolejnym krokiem oddalał się od gwaru, wstępując na zaplecza. Nie tylko wzrastająca cisza mu o tym przypominała. Wzrastająca warstewka kurzu również, a złapał się na tym, że szalenie go poirytowała ta ludzka niedbałość. On nigdy sobie na to nie pozwolił, aby w rezydencji było podobnie, nawet jeśli to były niezamieszkałe skrzydła, tak jak to, które Ciel kazał zamknąć, odkąd powrócili we dwójkę.
Postawiona straż przed pokojami ze zwłokami nie były dla niego żadnym wyzwaniem. Intuicja mówiła mu, aby sprawdził, co będzie na dzisiejszym pokazie. Za pomocą swoich piekielnych umiejętności omotał stróżowi umysł do tego stopnia, że nie tylko nieświadom tego, co robi otworzył mu drzwi, ale jeszcze stał na warcie, aby demon mógł spokojnie się rozejrzeć w środku, będąc pewnym, że w razie potrzeby ktoś mu zabezpiecza tyły i zdąży się odpowiednio szybko ulotnić.
Mumia przygotowana na dzisiejszy pokaz była cała pozawijana w bandaże. Leżała w drewnianej skrzyni z uchylonym wiekiem. Na drewnie było widać ślady pieczęci celnych, więc demon doszedł do wniosku, że przynajmniej ten egzemplarz przybył tutaj legalnie. Co innego pozawijane w szmaty ciała, które leżały w kącie. Kamerdyner był wręcz przekonany, że daleko im było do praworządności. Ciekawe, czy Lau coś wiedział. Grabarz także mógł posiadać jakieś informacje, ale na razie nie były one potrzebne.
Półmrok nie przeszkadzał demonowi, jego oczy bez problemu dostrzegały wszystkie istotne szczegóły. Ponadto, dostrzegł w kącie jeszcze jedną skrzynię, tym razem z fragmentami ciał, które najwidoczniej będą wystawione później na sprzedaż. Z ciekawości zerknął do niej, a kiedy przerzucił parę stóp, rąk i kolan, odgarniając je ze szmat, odnalazł w środku rękę, która aż za bardzo pasowała do tej, która została odcięta kobiecie w szpitalu. Zaciekawiony wyciągnął ją ze skrzyni.
Prawa dłoń był zupełnie nie poszarpana, miękka w dotyku i pachniała mocno fenolem. Była dokładnie w takim stanie, że nie dało się powiedzieć, czy to już stadium rozkładu mumii, czy dłoń świeżo zmumifikowana niedawno żyjącej osoby. Sebastian obejrzał dokładnie jej paznokcie, linie papilarne i sposób ucięcia, a następnie, korzystając z chwili, otworzył i przeszedł przez portal, otulony w czarną mgłę do prosektorium, aby rozwiać wszelkie wątpliwości. Ciało kobiety, której roztrzaskano głowę znowu przeniesiono do innej szafy, ale zdołał je odnaleźć. Kiedy przyłożył dłoń do lewej ręki zmarłej, nie miał już wątpliwości: ręka się odnalazła i to w miejscu, w której nigdy by jej nie szukał.
Sebastian pozwolił biec swoim myślom dalej. Plama na fartuchu Mallcote’a mogła powstać przy odcinaniu ręki, miejsce również by się zgadzało, gdyby założyć, że stał trochę niżej i pochylony nad ciałem. Nie spodziewał się ich wizyty, dlatego nie zdążył wyczyścić plamy. Z tego wynika, że James Mallcote pośredniczył w handlu ciałami, ale nadal nie wiadomo było, kto był zabójcą. Ale czy mógł być zlecającym, czy jedynie osobą, która korzysta z faktu, że one są, a on może to wykorzystać?
Tymczasem Ciel wraz z Elizabeth i jej wierną służącą Paulą udali się na swoje miejsca. Blondynka nie była pewna, czy nie powinni zaczekać na kamerdynera, ale że przedstawienie się zaczynało, nie mieli innego wyjścia, nie wypadało im wejść spóźnionymi z tak błahego powodu. Na szczęście bilety miał Ciel, więc nie było problemu z odszukaniem zarezerwowanego miejsca. Widać było, że nie czuła się najlepiej, ale dla Ciela to było nawet lepiej: nie zadręczała go tak, jak zwykle swoimi słodkimi rzeczami. Tymczasem w oczach Elizabeth jej narzeczony zachowywał się jak prawdziwy gentleman, pomagając jej dojść i usiąść.
W sali zbudowanej na planie amfiteatru gnieździła się już żądna przygód szlachta. Na środku, na okrągłym, podświetlonym placu stał drewniany stół. Różnił się od zwyczajnego tym, że jego powierzchnia nie była jednolitą płytą, jak można pomyśleć w pierwszym odruchu, a zbity był z wielu desek ze sporymi pomiędzy nimi odstępami.  Służyło to łatwiejszemu zdejmowaniu bandaży i pracy z ciałem. Poprzez szpary łatwiej było nim manewrować.
 Im dłużej młody hrabia się przypatrywał temu pomieszczeniu, tym bardziej ożywały w nim traumatyczne wspomnienia. Rzeczywistość zaczynała z wolna mieszać się z przeszłością, momentami podium dla mumii wyglądała identycznie jak jego stół ofiarny, na którym stracił brata. Zdenerwowany odwrócił wzrok, napotykając na identyczną obojętność tłumu. Panie częstowały się wzajemnie słodyczami, panowie palili nieskrępowanie i rozprawiali o polityce i tylko głos prowadzącego, witający wszystkich zebranych i zapowiadający początek atrakcji zdołał przywrócić ich do jakiegoś względnego porządku. Minęła jeszcze dobra chwila, zanim wszyscy ucichli na tyle, że głos doktora Pettigrew unosił się swobodnie, nie zagłuszany żadnym innym.
Po krótkim wstępie, przybliżającym zebranym rys historyczny starożytnego Egiptu i ich kulturę, sir Thomas Pettigrew przeszedł do konkretów. W międzyczasie wniesiono jego torbę z wysterylizowanymi narzędziami, którymi zwykle posługiwał się w pracy. Spokojnym, acz pewnym krokiem doktor zbliżył się do stołu i sięgnął po narzędzia. Cielowi rzuciło się w oczy, że był niezwykle pewny w tym, co robił, pomimo ogromnej ciekawości, która zżerała i jego od środka. Narzędzia raz po raz odbijały światło, oślepiając część widowni, a bandaż za bandażem opadały pod drewniany, prowizoryczny stół. Z wolna odkrywała się oczom zebranym tajemnica, którą zmarły zabrał ze sobą do grobu. Oczom zebranych ukazywało się ciało nieboszczyka, niesamowicie dobrze zachowane, niesamowicie miękkie, co demonstrował sir Pettigrew i namówił nawet kilka dam w pierwszych rzędach, aby podeszły i same się przekonały.
Ciel dostrzegł kątem oka, że im dłużej Elizabeth przyglądała się, jak damy dotykają zwłok, tym bardziej bladła, a na jej czoło wystąpiły kropelki potu. Thomas Pettigrew wyjaśnił, że dzięki staraniom tamtejszych mieszkańców i przeróżnych mieszanek soli mamy właśnie taki efekt i że to było celem mumifikacji: zachować ciało w stanie niezmienionym jak za życia. Wskazywał po kolei rzeczy, na które warto zwrócić uwagę. Można było nawet podziwiać resztki czarnych włosów nieboszczyka, ściętych bardzo krótko ze względu na panujące tam upały i modę noszenia peruk, a także resztki materiałów, które spowijały jego ciało.
Elżbieta niestety nie dała rady dooglądać do końca. Już w trakcie czuła się niepewnie, a pod koniec Ciel wraz z Paulą musieli ją szybko wyprowadzić na zewnątrz. Dziewczyna zasłaniała usta ręką, a w oczach miała łzy. Wczorajsza niedyspozycja również nie pomagała jej w walce z mdłościami. Dziewczyna czuła się bardzo zażenowana, że nie jest znowu tą „słodką”, tak że nawet delikatny dotyk Pauli na jej plecach nie zdołał polepszyć jej samopoczucia. Kiedy zadbano o dostęp do świeżego powietrza, odrobinę zieleni i prywatność panny Midford, poczuła się nieco lepiej, ale i tak daleko było jej do stanu dnia codziennego.
Ciel postanowił wykazać się taktem i odszedł trochę, chcąc dać swojej narzeczonej odrobinę prywatności. Rozumiał, że to było niekomfortowe i sam również nie życzyłby, aby ktoś, oprócz Sebastiana, widział go w takim stanie. Nieco oddalił się od dwójki dziewczyn, kierując się w pobliże wejścia do składu, ale ciągle starał się być w takiej odległości, aby mieć je na oku, kiedy usłyszał strzęp interesującej go rozmowy. Bardzo interesującej rozmowy.
– Jak to tak mało? Wiesz, jakie to jest teraz dochodowe? – Zapytał z wyrzutem rozzłoszczony głos, którego nie znał.
– Spróbuj sam zdobyć zwłoki. Scotland Yard nie jest zbyt przebiegły, ale ostatnio zaczął węszyć Pies. Trzeba być ostrożnym. – rozpoznał bez trudu głos Mallcota. To byłoby zbyt proste. Mallcote jest zabójcą? Tak łatwo wpadł? Coś tu nie gra. Ciel podszedł na palcach nieco bliżej. Z cholewy buta wyciągnął swój pistolet, odbezpieczył i wstrzymał oddech, przylegając do ściany.
– Ciszej, ściany mają uszy – upomniał go głos. – Zobaczymy. Ostatnio to, co przywożą zza morza, nadaje się tylko do palenia w kominkach.
– Po prostu ceny będą większe – cień Mallcote’a wzruszył ramionami.
W tym samym czasie jakaś dłoń zamknęła Cielowi usta. Chłopak przeraził się nie na żarty. Dał się tak łatwo podejść? A jeśli to była na niego pułapka? Czy coś grozi Elżbiecie? Spróbował się szarpać i wyprowadzić cios, tak jak go uczył Sebastian, ale ktoś bardzo delikatnie go zablokował, ukrywając pod swoim płaszczem. Wówczas usłyszał aksamitny, niski ton demona.
– Mam dobre wieści dla panicza – szepnął mu na ucho, zerkając przed siebie. – Widzę, że panicz również nie próżnował. To dobrze się składa, bo sprawy się na siebie nakładają i uzupełniają wzajemnie.
– Aresztuj ich oboje w dogodnym czasie. Żaden nie ma prawa dzisiaj stąd uciec – rozkazał hrabia, kiedy zdołał się uspokoić. Że też demon musiał go tak podejść!  – Ja wracam do Elżbiety – oznajmił. Mógł nie przepadać za swoją narzeczoną, ale męska duma nie pozwalała mu pozostawić damy w potrzebie na pastwie losu. I to wcale nie dlatego, że był honorowy. Po prostu… Wyobraził sobie w tamtej chwili ciotkę Frances, jak ćwiartuje go na kawałki w taki sposób, że nawet Sebastian przy niej jest bezsilny.
– Jeśli mogę coś dodać, sugeruję aby panicz został na dzisiejszej aukcji. Może być ciekawie –wtrącił kamerdyner, a jego oczy zapłonęły szkarłatem.



Nie lubię zostawiać rzeczy niedokończonych, dlatego możecie być pewni, że dokończę to opowiadanie. Może nie w takim dobrym stylu, jak wtedy, kiedy pisałam często, ale ono BĘDZIE.
Pozdrawiam was, Andatejka. Całuski i trzymajcie się!