cursor by Andatejka

wtorek, 18 kwietnia 2017

Na miarę szyte. Pewnego dnia w Hopkins Taylor Shop (Sebastian x Nina) 18+


Londyn nie należał do przyjaznych miast pod tym względem, że niezależnie od pogody było tutaj szaro, wilgotno i mokro, a co za tym idzie – zimno. Stąd też wynikała niejako, a może i przede wszystkim, potrzeba odpowiedniego stroju dla jego rdzennych mieszkańców. Nie ma złej pogody, są tylko nieodpowiednie ubrania, jak mawiają Skandynawowie. I coś w tym jest.
 Czy widzieliście Angielkę, bez choćby jednej pozycji w swojej garderobie z ciepłej, doskonałej jakości wełny, najczęściej w kraciasty wzór, w kolorach utrzymanych w palecie strugi deszczu lejącej bez przerwy za oknem, w zabrudzonym odcieniu błota oblepiającego kamienie ulicznego bruki, odzwierciedlające ciemne chmury wiszące nad dostojnymi i poważanymi melonikami ich towarzyszy oraz żywej, nierzucającej się w oczy natury przydrożnych chwastów, nieporywających niczyich serc swą barwą ani kształtem? Co innego brylować na salonach, a co innego przetrwać nieprzyjemną, zdawało by się, pogodę na pierwszy rzut oka.
 Marynarka Sebastiana też była z wełny, czym zdążył się jeszcze pochwalić, zanim poświęcił ją w imię zniszczenia piły pewnego natarczywego boga śmierci.
 Podsumowując: Londyn był miastem pozbawionym uroku. Tak mogłoby się wydawać komuś, kto przyjechał – na niezbyt udany przez zmienną, deszczową pogodę – wypoczynek w te strony, ale nie obywatelom, dumnie noszącymi miano Anglików i chylących głowy przed matką ich narodu – królową Wiktorią. W podrzędnej szarudze potrafili oni docenić żółtawą mgłę spowijającą gród zawsze nad ranem, wilgotną zawiesinę, uważaną powszechnie za niezdrową, przelotne deszcze oraz dżdże, kapuśniaczki, rzęsiste ulewy, po których mniejsze drogi stawały się nieprzejezdne, a wszystko to dzięki odpowiednio dobranym ubraniom i przekonaniu, że są mocarstwem światowej sławy, z którego rangą i słowem należało się liczyć.
 Strój to nie tylko kawałek materiału, chroniący przed chłodem, eksponujący wdzięki i maskujący niedoskonałości, lepiej lub gorzej skrojony przez krawca. Kiedy zakańcza swój żywot, dogorywa jako szmatka do polerowania lub czyszczenia. Co szczęśliwszym egzemplarzom udaje się zostać aksamitną torebeczką na drobiazgi, albo po żmudnych przeróbkach zostać włączonymi jako część kolejnej kreacji, rozpoczynając w ten sposób drugie życie. Strój to swojego rodzaju manifest osobowości, a przynajmniej taką zasadę wyznawała jedna z nielicznych kobiet krawcowych, mając odwagę projektować kreacje przez wielu okrzykniętych mianem skandalicznych. Nina Hopkins nie bała się iść pod prąd. Wręcz przeciwnie: z niespotykaną wręcz werwą jak na tak wczesną porę poprawiała mankiety na rękawach bluzki szczodrze wyciętej na piersiach, by jak co dzień wyglądać perfekcyjnie. Następnie przełożyła rękę przez wycięcie swojej ulubionej kamizelki, myślami błądząc gdzieś w okolicy stolika, na którym wczoraj pozostawiła niedokończone projekty. Specjalnie przerwała swoją kolację, pozwalając, by  grzane wino wystygło i straciło na smaku, ale nie mogła czekać ani chwili dłużej, by przelać ulotną wizję na papier. Wyobraźnia podsuwała jej właściwe tkaniny, których mogła użyć, ich desenie, krój, a cały pomysł z każdą upływającą sekundą stawał się coraz bardziej realny, gdy kreśliła go, trzymając w ustach rozpoczęte ciastko czekoladowe ma zmianę z kredą krawiecką. Jeszcze tylko upora się z podwiązkami i może schodzić. Słyszała, jak z dołu dobiegają głosy jej pomocnic, Meg i Augusty. Gdyby nie one, nie mogłaby pewnie sprostać aż tylu zamówieniom, jak również nie mogłaby w takim stopniu poświęcać się pracy twórczej. Wychodząc ze swojego azylu, włożyła zamaszystym ruchem okulary na nos i gwałtownie obróciła się w miejscu, aż materiał jej spódnicy furczał, a brązowy kucyk upięty nad lewym uchem zdawał się sprężynować, dopóki nie uspokoił się parędziesiąt kroków dalej, zaledwie się kołysząc już i łaskocząc płatek ucha. Tak uzbrojona do walki z codziennym dniem, ruszyła przed siebie, by rozpocząć kolejny, pracowity dzień w jej Hopkins Tailor Shop.
*
Dlaczego? Zawsze zadawał sobie to pytanie. Nieskomplikowane, często nadużywane przez dzieci słowo, dopiero co poznających świat, pchanych w każdy dzień i cień przez niezmierzoną w ludzkim pojęciu ciekawość. A jednak, odpowiedzi nie znał. Przecież ni była jedynym krawcem w Londynie, ba, w całej Anglii również nie, ale zawsze tutaj wracał. Nie można było odmówić Ninie kunsztu ani zdolności, które na co dzień prezentowała w swoim fachu, ale było jeszcze coś, co oddziaływało na demona silniej, niż wzajemne obiekcie oraz złośliwości, które prezentowali sobie i raczyli się nimi przy każdej sposobności, jak również  i nieustające przytyki dotyczące ich światopoglądu.
 Jednym z najczęstszych zarzutów, jakie słyszał z jej ust, był fakt bycia staroświeckim w pejoratywnym tego słowa znaczeniu. Obiektywnie rzecz ujmując, Sebastian nie mógł być inny. Z setkami lat, jakie dźwigał na swoim krzyżu i walizeczką doświadczeń w ręce już dawno wyrobił sobie opinię na pewne sprawy i poglądy. Nie znaczy to, że były one złe czy nieaktualne, bardziej skłaniam się do opinii, że ponadczasowe. To efekt długoletniej wędrówki demona po ziemi, jego pielgrzymki między ludźmi, z którymi żył. Widział ich śmierć i narodziny. Obserwował z boku poczynania, marzenia i często zadawał pytania, na które samym zainteresowanym zabrakło czasu.
 Tym, co ciągnęło demona w te strony, a czego nie chciał sam przed sobą przyznać, była ciekawość.
 Czy gdyby wiedziała, kim jest naprawdę i jaką nieograniczoną mocą władałby na zawołanie, czy z równie wojowniczym charakterkiem wyrzucałaby go za drzwi, a swoim dźwięcznym, silnym głosem prosto w twarz rzuciłaby mu, ze jest twardogłowym? Czy tak władcza kobieta zdołałaby go usatysfakcjonować?
 Szczerze przyznawał sam przed sobą, że nudziły go kobiety, z którymi miał styczność. Każda była do bólu przewidywalna. On, dzięki swojej nietypowej urodzie natychmiast wzbudzał ich zainteresowanie, mniej lub bardziej jawnie, czy wręcz bezpośrednio okazywane, ocierając się o łamanie zasad dobrego wychowania, za czym demon nie przepadał. Później wywiązywała się niezobowiązującą rozmowa, po której płeć piękna ścieliła mu się pod nogami, zapewniając, że spełni wszelkie jego marzenia i zachcianki, a wieczór z nimi zapamięta do końca życia. Bez znaczenia było, czy podczas pogawędki flirtował, czy zdawał się być całkowicie neutralny: piekielna osobowość działała jak lep na muchy na kobiety, a demon był już tym zwyczajnie znużony. Brakowało mu adrenaliny, instynkt myśliwego domagał się zabiegów, podchodów, trudu, o dziwo, by zdobyć to, czego pragnie. Wówczas nagroda smakowała niewspółmiernie lepiej, niż gdyby uzyskałby ją łatwym kosztem. Dlatego demon tak też zabiegał o swoich potencjalnych kontrahentów od dłuższego już czasu. Żył wystarczająco długo i nigdzie mu się nie śpieszyło, więc zamiast żyć byle jak, byle gdzie, byle kiedy i na łapu-capu, czerwonooki wybrał drogę o wiele trudniejszą, acz o wiele bardziej ekscytującą, pełną przygód, jakie mógł mu zaofiarować świat ludzi i spełniającą jego wygórowane oczekiwania.
 Te i inne myśli zaprzątały czarną głowę nienagannego kamerdynera, gdy zatrzymawszy powóz na kamienistym bruku tuż przed witryną pracowni, w której królowała jedna z pierwszych feministek-sufrażystek, zsiadał z kozła z lekkością godną pozazdroszczenia każdemu, niezależnie od wieku. Na drzwiczkach czarnego pudła minął wzrokiem herb hrabiego Phantomhive, a zerknąwszy przez kwadratowe okienko do środka, upewnił się, że nie ma w środku niczego, co mogłoby skusić ewentualnych złodziei.  Zanim wszedł, przerzucił jeszcze lejce i wsadził biczyk do specjalnego rowka, a następnie skierował wzrok na swoje buty, odetchnął z ulgą i pewnym siebie krokiem, z podniesioną głową wkroczył w świat adamaszku, żorżety i jedwabiów.
 W duchu świętował fakt, że nie towarzyszy dzisiaj paniczowi w przymiarkach, a jedynie przybył w celu odebrania gotowego już zamówienia i przekazania Ninie gotowych wskazówek chłopca odnośnie stroju, który będzie potrzebował do zrealizowania kolejnego z rozkazów Jej Królewskiej Mości. Mógł go bez trudu sam wykonać, ale Ciel z jakiegoś powodu wolał, aby zajęła się tym ta ekscentryczna wariatka. Odnośnie miary miał przekazać, że nie przytył ani funta, nie urósł nawet o złamany paznokieć i nie zamierza się nawet fatygować – a przynajmniej w takie słowa ujął to młody hrabia. Prawda była taka, że znając zapędy swojej krawcowej obawiał się o to, aby nie odkryła jego znaku hańby pieczołowicie ukrywanego przed światem, o którym wiedział tylko on, jego kamerdyner i bliska ciału koszula.
 ¬– Witam – odezwał się grzecznie, widząc Augustę niedaleko wejścia. – Czy zastałem…
 – A ty tu czego? – dokończył za niego energiczny głos. Pomocnica zwróciła głowę w stronę swojej szefowej, informując, że zostawia go pod jej opieką i że zajmie się wykończeniem sukni dla jakiejś znamienitej damy, której nazwiska Sebastian nawet nie fatygował się zapamiętać. – Zejdź mi z drogi i nie marnuj mojego cennego czasu – oświadczyła, kreśląc rękoma w powietrzu kółka i wykrzywiając twarz w taki sposób, jakby widok przystojnego bruneta naprawdę nie był dla niej miły.
 – Niestety, musisz znieść moją obecność przez jakiś czas – odezwał się demon, cofając się ze swoich wszystkich dotychczasowych przemyśleń. Szczerze nie znosił tej kobiety i była straszna. Nie w takim sensie, co Frances, chociaż niewątpliwie istniało pewne podobieństwo między kobietami. Nie w sposobie ich myślenia czy ubierania, bo w tym różniły się zasadniczo. W towarzystwie obydwóch Sebastian po prostu czuł się niekomfortowo.
 – Jest tutaj młody hrabia? – podekscytowała się nagle krawcowa, a w jej brązowym oku pojawił się subtelny błysk. – Metrówka, gdzie jest metr?! I igły! Ostatnio dostałam idealny materiał, hrabiemu na pewno będzie w nim do twarzy! Och, mam głowę pełną pomysłów! Dajcie mi chwilkę, a stworzę arcydzieło! Meg!
 – Obawiam się, że do tego nie dojdzie, jestem sam.
 – Och – wyrwało się Ninie i jak przed chwilą była gotowa wyjść ze swojej skóry, tak teraz jakby przestała zauważać demona, przechodząc mu tuż przed nosem, jakby celowo chcąc zademonstrować mu obfity biust, chociaż nie leżało to w jej naturze. Jakby chciała udowodnić demonowi, co myśli o jego podejściu do stroju, który był stanowczo zbyt cnotliwy i ograniczający wszelkie kobiety, które wpadły w jego łapska. Ona wyznawała inne zasady i hołdowała im niemal każdą kreacją.
 – Na dzisiaj miało być gotowe zamówienie. A to instrukcja od panicza – odezwał się w końcu, podając kobiecie kopertę. Nie raczyła odpowiedzieć, za to gdy tylko usłyszała imię Ciela, od razu zaczęła ochoczo czytać wiadomość, siadając na blacie stołu, odsłaniając zgrabne nogi w szortach.
 – Więc, gdzie ono jest? – zaczął ją poganiać – Nie mam całego dnia, pani Hopkins.
 – Ja też nie – odparła, uśmiechając się do kawałka papieru.
Demon przewrócił oczami, wstając z miejsca i na własną rękę zaczął poszukiwania. Nigdzie w pobliżu nie widział niczego podobnego, ale gdy tylko zagłębił się w święte atelier, po czuł na sobie chłodny wzrok, aż się odwrócił.
 – Taki ignorant jak ty tam nie wejdzie – oświadczyła, ujmując się pod boki.
 – Dlaczego? – zapytał Sebastian, z premedytacją przesuwając kawałek stopy poza próg.
 – Tam – pokazała otwartą dłonią – wyzwalam kobiety z rygorów, które narzucają im jakieś ograniczone stroje. Moda to ciągłe zmiany! Nie można stać w miejscu, bo nim się spostrzeżesz, zostaniesz w tyle. Spójrz tylko na swój garnitur!
 – Jest odpowiedni – odpowiedział spokojnie demon. – W sam raz dla kamerdynera. Podoba mi się.
 – A mi podobają się kobiety i chłopcy do lat piętnastu! Nie spełniasz żadnego z kryteriów, więc się wynoś, chyba, że mam cię jak wówczas wystawić za drzwi, jak przy Cielu? – zaoponowała, ale wówczas demon z nadludzką prędkością złapał ją za nadgarstek i przycisnął sobą do ściany.
 Jej opuszki pachniały kredą, której używała, aby nakreślić na tkaninie poszczególne elementy wykroju. Kiedy przyjrzał się dokładniej, dostrzegł nawet niewielkie drobinki tuż za paznokciem, a żeby bardziej ją poirytować, zamiast zachowywać spokój w jej towarzystwie, jak zwykł to czynić, przybliżył swoją twarz do jej palców, chcąc napawać się ich zaskakującą miękkością oraz delikatnością. Dlatego, gdy zamiast tego kobieta wykonała gwałtowny ruch dłonią, nie mógł uwierzyć w to, że nie śni. Brązowowłosa z werwą zadrapała go swoimi paznokciami, pokazując w ten sposób, aby się nie zbliżał.
 – Jesteś pewna? – zaśmiał się, ku przerażeniu Niny zdejmując jej okulary i niby przypadkiem przecinając wstążkę od włosów, uwalniając krótkie, brązowe fale, które zgrabnie otuliły jej twarzyczkę, nadając bardziej urokliwego wyglądu. Wszystko to odłożył daleko za siebie, na półkę z brzoskwiniową balą muślinu, ale na tyle wysoko, aby Nina nie była w stanie samodzielnie odzyskać swojej własności inaczej, jak z jego pomocą. Bądź przenośnej drabinki, ale tej drugiej nie było nigdzie w pobliżu. Za to dziką satysfakcję sprawiał mu rozbiegany wzrok krawcowej oraz momentalnie poszerzona źrenica, tak typowa dla osób, które mając problemy ze wzrokiem, nagle są zmuszone posługiwać się bez szkieł korekcyjnych.
 Wbrew temu, czego się spodziewała, nie pogniewał się, nie odskoczył, a zdawał przejawiać niezdrowe zadowolenie z tego, co się działo.
 – Czy teraz nadal jestem sztywniakiem?
 – Jesteś dupkiem! – odparła z mocą Nina, próbując wyszarpnąć rękę.
 – Niezwykle miło mi to słyszeć – ukłonił się kurtuazyjnie, szczerząc kły w uśmiechu – Pozwól, że udowodnię ci, że twoje zainteresowania sięgają daleko poza narzucony przez ciebie rygor. W projektowaniu ubrań nie uznajesz ograniczeń, a sama zawężasz swoje relacje z ludźmi. Nie jesteś zbyt konsekwentna – mruknął zadowolony, zerkając jej prowokacyjnie w oczy. Jak dotychczas, dostarczała mu jedynie rozrywki, a obiecywał sobie, że to dopiero wstęp. Nie od wczoraj był demonem, żeby nie potrafić pokierować sprawą według swego uznania.
 Chociaż na co dzień Nina byłą pełna życia i czasami aż obawiano się jej zachowania, teraz nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Po chwili zorientowała się, że się trzęsie, a głowa bruneta lekko pieści jej szyję, wprawiając w zadziwiająco dobre uczucie, które skądś pamiętała, ale o wiele bardziej przyjemne niż wtedy, gdy zwyczajnie molestowała swoje klientki, obłapując tam, gdzie najmniej by sobie życzyły. Jednak nie zamierzała pozostawać bierna, o tym mógł zapomnieć. Odczekała tylko chwilę, by uśpić czujność kamerdynera i wychwytując idealny czas, odepchnęła go od siebie, a traf chciał, że akurat do wnętrza atelier.
 Demon pozwolił jej na to, a gdy dostał to, czego chciał, zręcznie odbił się dłonią od stojącej na stole ciężkiej maszyny, tak, by wyhamować ruch i nie narobić większych szkód, bo nie to było jego celem. Przed oczami mignęły mu poprzyklejane do ścian projekty następnych kreacji i tabele pełne cyfr, opisujących zależności w materiale i sposób ich wykrojenia. Gdzieniegdzie na boku leżały ręcznie sporządzone notatki, a nawet odnalazł kilka próbek ściegu na niedużych kwadratach z materiałów, nieestetycznie postrzępionych na końcach.
 – Na miejscu Ciela, w życiu bym cię nie zatrudniła – zwróciła się do niego krawcowa.
 – Na szczęście, macie różne gusta i potrzeby – odpowiedział spokojnie, posyłając jej jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów, który przyprawił Ninę o przyśpieszone bicie serca i mimowolne dotknięcie dłonią do miejsca, w którym jego usta pieściły pachnącą, kobiecą skórę. Ten krótki, przerwany gest niezwykle usatysfakcjonował Michaelisa. Ku rozpaczy swojej towarzyszki zdjął z siebie płaszcz, a następnie frak i niedbałym gestem poluzował wiązanie krawatu tuż przy szyi, odpinając jeden z guzików wykrochmalonej koszuli.
 – Jakoś tutaj gorąco – zauważył, robiąc natychmiast zmartwioną minę – Mam nadzieję, że to pani nie przeszkadza, pani Hopkins. Jeśli mógłbym służyć miarą – dodał, rozpinając kolejne guziki swojej koszuli, dopóki białe płaty materiału nie zwisały swobodnie po bokach smukłego ciała. – Potrzebuję kilku nowych ubrań. Czy mógłbym na panią liczyć? – zagadnął, ponownie podchodząc do brunetki, która podskakiwała w miejscu zwrócona do niego tyłem. Sądził, że cały czas oglądała jego poczynania, zachwycając się jego idealnością w każdym calu, gdy zwyczajnie został zignorowany. Ważniejszym dla niej okazało się odzyskanie okularów, niż męska, acz pociągająca pierś.
  Objął ją od tyłu za biodra, a następnie zasypał czułościami kark i policzki, przesuwając swoje ręce nieco w górę i w dół, jednak kiedy szatynka uderzyła go głową w szczękę, nadal stojąc z wyciągniętą ręką po szkła, powoli tracił cierpliwość. Jak zwykle zresztą, w jej towarzystwie.
 – Nie powinnaś zdjąć ze mnie miary? Krawcowej, która wyprzedza myślą sezony, chyba nie trzeba o tym przypominać – zauważył złośliwie, podając do jej ręki taśmę.
 – Zdejmę, sztywniaku! Mógłbyś się nieco uspokoić? Próbuję odzyskać swoją własność! – zaoponowała, ale wtem zagościł w jej głowie pomysł za zemstę za wtargnięcie tutaj bez pozwolenia. Z nadludzką szybkością i błyskiem w oku związała demona taśmą na tyle ściśle, by mógł jedynie oddychać, zupełnie jak paczkę, a następnie przyciągnęła go do siebie, aby mogła spojrzeć mu prosto w twarz. I wtedy coś poszło nie tak.
 Poczuła, że coś ją do niego ciągnie, pomimo, że miał na karku na pewno więcej niż piętnaście wiosen, a także nie był kobietą. Rumieńce zdradliwie opanowały jej policzki, chociaż zaciskała w dłoniach linę tak mocno, aż wżynała się w jej skórę, jakby to miało stanowić poręczenie jej bezpieczeństwa. Co więcej, usta rozchyliły się bezwładnie i zanim się zorientowała, już zdążyli być na tyle blisko siebie, by posmakować swoich języków. A była pewna, że Michaelis nie mógł się ruszać!
 Ze złości chwyciła ze stołu ogromne nożyce, chociaż nie wiedziała co dokładnie chce nimi zrobić, dlatego jej ręka zawisła w połowie drogi, dopóki wiedziona jakąś wyższą siłą, nie przybliżyła ich do skrępowanego demona.
 – Zrób to – zachęcił czerwonooki, przysuwając swoją głowę tuż do jej ucha, delikatnie przygryzając płatek zębami. Na co by się nie zdecydowała, nie jest w stanie wyrządzić mu krzywdy, najwyżej sprowadzi jeszcze więcej atrakcji i podnieci go. Nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo była teraz piękna, gdy miała go w swoich rękach, piorunując czekoladowym spojrzeniem dwojga szlachetnie wykrojonych oczu i dzierżąc w dłoni ostrze skierowane w jego stronę. Tak jakby nienawidziła go i kochała jednocześnie. Idealnie wyważona mieszanka.
 Wystarczyło jedne, precyzyjne cięcie, by spodnie demona opadły w częściach na podłogę, a chwilę później powietrze przeszył brzęk padających nożyczek, wyszczerbiających nieco podłogę. Obcasy obydwojga wystukały jeszcze niesymetryczny rytm, dopóki ciepła skóra demona nie zetknęła się z zimną ścianą. Ale cóż to było za uczucie! Z tyłu chłodny mur, z przodu gorąca kobieta z wyraźną chęcią dominacji. Istny raj.
 Nina pochyliła się nieco nad swoją ofiarą, napawając się tym uczuciem, które powoli budziło się gdzieś na dnie jej duszy. Takie zapomniane, zakurzone, schowane przed światem. Na co dzień moda i szycie zupełnie jej wystarczały, ale teraz z każdą chwilą przekonywała się, że jednak nie, że ta potrzeba była po prostu zepchnięta do podświadomości, gdzie czekała na osobę pokroju kamerdynera, napierającą do skutku i bardzo przystojną. Nawet teraz czuła, jak coraz twardszy ociera się o jej brzuch, dopóki nie wzięła metru do jednej ręki, a drugą nie próbowała zdjąć z siebie przynajmniej górę.
 – A mógłbym pomóc – westchnął Sebastian, wydostając ręce z uwięzi – Tylko musisz ładnie poprosić.
 – Poproszę – odparła jak echo Nina, kierując na niego zamglony wzrok. Nawet przestało jej zależeć na trzymaniu go w ryzach, a dzielny metr skończył na podłodze obok nożyczek i resztek materiału, udając, że jest wężem.
 Wówczas rolę zupełnie się odwróciły. Sebastian z niebywałą delikatnością zdjął z niej kamizelkę i spodnie, zostawiając jedynie w długiej spódnicy i rozpiętej bluzce, w trochę niechlujnym, acz niezwykle uroczym i pociągającym stroju. Następnie objął ją w talii i pociągnął w swoją stronę, gdzie usiadł wygodnie na krześle, a ją posadził przodem do siebie, na razie na nogach, chcąc nieco bardziej ją dopieścić, zanim zajmą się sobą na poważnie. Specjalnie dla niej nawet wybrał taką pozycję, aby dopasować się do jej władczego charakterku. Kobieta z pazurem – oto, kim niewątpliwie była pani Hopkins.
 Ciche jęki z wolna przybierały na sile, kiedy język umiejętnie ślizgał się pomiędzy jędrnymi piersiami, a palce mężczyzny tańczyły pod przyjemnym materiałem, unosząc go i trochę gniotąc, ale czegóż by nie zrobił, by widzieć te wszystkie ekspresje, jakie ofiarowywała mu nie tylko zaczerwieniona twarz, ale i całe ciało kobiety? Niedokończone, przerywane ruchy, ciche mruczenie i te słodkie pocałunki, które spijał prosto z jej ust. W pewnym momencie jednak nie wytrzymał, chwycił ją za pośladki i nadział na siebie, pozostawiając ją w takiej pozycji, by mogła w całości decydować o tempie. Nina musiała się oprzeć mocno palcami stóp o podłogę, ale poradziła sobie zaskakująco dobrze. W końcu wielu rzeczy o niej nie znał. Nie miał okazji poznać.
 W krótkim czasie nie tylko twarz Sebastiana zdobiła szrama od paznokci, ale i całe barki z plecami były pokryte śladami obecności pięknej krawcowej. Po kilku próbach odnaleźli wspólny rytm, a fałdy spódnicy okryły doszczętnie ich kończyny, dając nieco prywatności, ale też miłego uczucia bezpieczeństwa. Demonowi nie przeszkadzałoby, że ktoś by go zobaczył, natomiast nie było tutaj też aż takich warunków, by rozbierać się do rosołu.
 Kilka mocniejszych pchnięć z jego strony natychmiast zaowocowały w krzyki kobiety, która nawet wcale nie starała się ich tłumić. Po prostu zachowywała się tak, jakby faktycznie nie miała żadnych ograniczeń, zgodnie z wyznawaną przez siebie zasadą. Być bardziej wolną, porzucić ograniczające reguły. I dało się to zaobserwować, podczas gdy on wtulił twarz w jej pełne piersi, ona polegając na własnej sile dążyła śmiało do najprzyjemniejszej części. Dłonie wplotła między czarne kosmyki swojego kochanka, a ruchy jej bioder przybrały na intensywności. Czuła, jak w środku cała pulsuje, jak twarda męskość pokaźnych rozmiarów wypełnia każdy skraweczek jej ciała i jak umiejętnie demon zaczął pieścić ustami jej nadgarstek.
 Niewiele później doszła, dziwiąc się, że jej partnerowi udało się to w tym samym czasie, jakby specjalnie na nią czekał. Westchnęła zmęczona, odchylając głowę w tył i trwając jeszcze chwilę w tej pozycji, łapiąc ustami powietrze.
 – To na kiedy ma być gotowe to zamówienie? – zagadnęła, odgarniając włosy z wilgotnego czoła.
 – Jak najszybciej. Panicz nie lubi czekać – odparł z szelmowskim uśmiechem, ciągnąc opuszkiem palca od jej szyi a kończąc na samej szczęce. Udało mu się i upewnił w jednym, wcześniejszym przekonaniu: ta kobieta była wyjątkowa.



4 komentarze:

  1. Witam, piszę ze Spisu Opowiadań. Z jakiegoś powodu link do naszego katalogu nie działa, wobec czego proszę o sprawdzenie tego. Jak najszybsze, dodam, ponieważ blog do spisu został już dodany :)
    Pozdrawiam ciepło,
    Natulusia - Spis Opowiadań

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,
    trafiłam tutaj tak niedawno, przeczytałam zaledwie fragment tekst, ale powiem tylko jedno, będę tutaj zaglądać dość regularnie... jak na razie mam dość ograniczony czas, ale będę się starała czytać chociaż... niestety brak czasu sprawa, że po prostu, nie mam kiedy, ale myślę,że w czerwcu już się ustabilizuje wszystko.. no i cóż powiem tak będę czytała opowiadanie za opowiadaniem od początku (aby sobie nie namieszać)
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam.Powiem, że doprawdy blog jest interesujący.Postaram się przeczytać niedawno opublikowane Twoje opowiadanie.Lecz jedynie co mnie razi to yaoi'styczne opowiadania, lecz rozumiem każdy ma inne gusta oraz poglądy.Więc nie będę się kłócić o ten temat.Dobrze teraz wracając do tego co chcę napisać to mogę stwierdzić jest to jeden z najlepszych one-shotów jakie czytałam o piekielnym kamerdynerze.Nie wiesz jak bardzo lubię czytać takie gorące momenty..Idealnie wykreowałaś postacie Sebastiana i Panny Niny.Fabuła naprawdę jest wciągająca i proszę o więcej, albo dalszą kontynuację.Naprawdę świetny i barwny opis Londynu.Nie wiem jak inni, ale myślę, że Sebastian i Nina tworzą świetną parę.Bardzo podoba mi się w tym one-shocie ten drapieżny charakterek Niny oraz złowieszczego, zadziornego i pożądającego Sebastiana.Więc proszę zastanów się Droga Autorką nad krótkim opowiadaniem związanym z tą dwójką albo kolejnym speciale.Będę po prostu wniebowzięta i szczęśliwa.Życzę mnóstwo weny i wytrwałości w pisaniu! Pozdrawiam :*
    Kasia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Szczególnie pochlebia mi, że fabuła wciągająca, chociaż wiadomo, do czego to zmierza xD Kontynuacje zasadniczo nie wychodzą najlepiej, więc ewentualnie napisałabym coś nowego. Ale dziękuję za wskazówkę.
      Również pozdrawiam :)

      Usuń