Przeżyłam pierwszy tydzień na uniwerku, także będzie już coraz lepiej (mam taką nadzieję).
Przynajmniej nie wparuję na zajęcia innego wydziału ^^
I nie będę się późnić.
No i czekam z utęsknieniem na swój indeks.
Przynajmniej nie wparuję na zajęcia innego wydziału ^^
I nie będę się późnić.
No i czekam z utęsknieniem na swój indeks.
````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````
Ciel znajdował się na tyłach budynku. Pomału szedł,
oglądając pomieszczenia i trzymając się wskazówek grabarza. Podłoga była wyłożona miękkim dywanem, który tłumił odgłos kroków, z czego hrabia był niezwykle rad. Gdy skręcił na lewo, zauważył, że jedne drzwi były
lekko uchylone, więc natychmiast postanowił zajrzeć do środka. Położył dłoń na
masywnych dębowych drzwiach i pchnął je do środka. Szafir na jego kciuku
zalśnił niepokojąco.Niepewnie rozejrzał się po sali. Wszędzie stały krzesła ze starannie ułożonymi futerałami. Przy stanowiskach znajdowały się w równych odstępach pulpity z zapisem nutowym. Ciel wszedł głębiej, gdy nagle czyjaś dłoń dotknęła jego ramienia.
– Hej, ty! Tu nie wolno wchodzić! Dlaczego pałętasz się tutaj bez niczyjej zgody, w dodatku w trakcie spektaklu?
Ciel wzdrygnął się. Gruby, przepity, nieprzyjemny głos. Natychmiast zrzucił z siebie niechcianą dłoń i odwrócił się gniewnie twarzą do nieznajomego. Zaskoczony, stanął w bezruchu obserwując szlachcica.
– Jestem Ciel Phantomhive, Pies Jej Królewskiej Mości. Przeszkadzasz mi w dochodzeniu – poinformował tonem nieznoszącym sprzeciwu. Dlaczego oni zawsze opierają się tylko na pozorach? Głupota ludzka jest niezmierzona.
– Mam ci uwierzyć, że jesteś tym, za kogo się podajesz? – wybuchnął niekontrolowanym śmiechem.
– Wszyscy jesteście irytujący - warknął hrabia i wyciągnął z kieszeni dekret królewski umożliwiający mu swobodny dostęp do wszystkich niezbędnych miejsc w trakcie trwania śledztwa, podsuwając mężczyźnie go prawie pod sam nos - Mam nadzieję, że czytać umiesz, skoro tu pracujesz? Więc jeżeli już mi wierzysz, to zmywaj się stąd i nie waż się mi przeszkadzać!
– Bardzo przepraszam, wziąłem cię za drobnego rzezimieszka- odpowiedział stróż, przyglądając się chłopcu - nie sądziłem, że pies jest taki młody.
– Nie twój interes. Zanim jednak wyjdziesz, chciałbym cię o coś spytać.
– Jeżeli będę wiedział, to odpowiem.
– Czy Maria Offenbach bywała konkretnie w tej sali? – spytał Ciel, zataczając oczami krąg i ponownie lokując je w stróżu. Oparł się na swojej lasce, w oczekiwaniu na odpowiedź.
– Nie. Ona miała swój oddzielny pokój dla solisty. Tutaj zbierali się i przygotowywali tylko zwykli członkowie orkiestry.
– Czy zauważył pan dzisiaj coś innego niż zazwyczaj?- hrabia drążył temat.
Mężczyzna podrapał się w głowę.
– Prawdę mówiąc, zarówno pani Maria jak i pan Wilson byli bardzo niespokojni. Tak jakby nieobecni.
– Pan Wilson? - zapytał z naciskiem Ciel.
– Sir Wilson Dudley, dyrygent. Maria to jego żona.
Ciel przeniósł wzrok na puste futerały.
– Czy był dzisiaj ktoś obcy przed spektaklem?
– Nie, nikogo nie wpuszczaliśmy przed.
– Dziękuję, możesz odejść - wypowiedział szorstkim tonem i zaczekał, aż mężczyzna zniknie za drzwiami. Pewność, jaka emanowała z jego postawy, budziła pożądany respekt dla jego słów.
Ciel odczekał jeszcze chwilę, aby się upewnić, czy nie jest śledzonym i podszedł do pulpitów. Przechadzał się między rzędami. Już miał wychodzić, gdy przy jednym z pulpitów, które stały przy oknie zauważył pośpiesznie wetkniętą karteczkę i zagięte rogi kartki. Natychmiast tam wrócił i wyjął bilecik. Podekscytowany nowym tropem, pośpiesznie odczytał treść:
Proszę,
musisz mi pomóc. Spotkajmy się jutro na Mouse Avenue 5, tam gdzie zwykle.
M.
Hrabia aż podskoczył. Delikatne,
lekko pochyłe kobiece pismo. Perfumowany bilecik. Przecież "M" to
mógł być skrót od Marie. Więc mogła przeczuwać, że coś jej grozi i chciała się tym
podzielić! Tylko, czyje to stanowisko?M.
Kucnął i przesunął futerał skrzypiec, w którym leżała wetknięta torebka. Sprawdził dokładnie jej zawartość. Nic. Nagle czujnie podniósł głowę i rozejrzał się po sali. Nikogo nie ma. Wydawało mu się. Odwrócił się i zdjął partyturę z pulpitu. Przekartkował całość dwukrotnie. Już chciał ją odłożyć, gdy zauważył wystający róg zdjęcia z kieszeni płaszcza. Hrabia profilaktycznie wsadził rękę do drugiej kieszeni, aby mieć pewność, że nic nie przeoczył. Na szczęście, żadnej broni. Wyjął zdjęcie i przyjrzał mu się dokładnie. Na fotografii stała uśmiechnięta Marie i jakiś człowiek, który obejmował ją ramieniem. Niestety, kadr był rozmazany i mało widoczny. Wnioskował, że to mógł być ktoś bardzo bliski. Wstał z klęczek, schował kolejny dowód do swojej kieszeni i wyszedł z sali.
Z drzwi w ścianie naprzeciw wyszła wysoka, szczupła kobieta w śliwkowej sukni. Miała upięty z tyłu głowy nieduży kok. Światło wypadające z pokoju oświetlało jej profil, ukazując ślady łez i opuchnięte powieki. Niesforne kosmyki z przodu twarzy opadały w nieładzie na wypukłe czoło. Ciel przyśpieszył kroku.
– Wybacz, czy jesteś garderobianą Marii Offenbach?
Kobieta odwróciła zmęczonym ruchem głowę.
– Tak, a kto pyta? - jej głos był bardzo dziecinny, wysoki, o jasnej barwie. Wcale nie pasował do jej wyglądu. Panicz zaczął się zastanawiać, ile mogła mieć lat.
– Jestem Ciel Phantomhive, Pies Jej Królewskiej Mości, i jeżeli mógłbym, chciałbym pani zadać kilka pytań – odpowiedział hrabia i podszedł do niej bliżej – Dobrze się pani czuje? Może wezwać pomoc?
– Dziękuję, nie trzeba. Po prostu... Ja i Marie byłyśmy bardzo ze sobą związane. Nie mogę uwierzyć w to, co się dzisiaj stało. Proszę, niech pan wejdzie.
Szerokim ruchem ręki zaprosiła Ciela do swojego pokoju, odsuwając się nieco na bok. Pomieszczenie było nieduże, ale przytulne. Z prawej strony duża dębowa szafa, a za nią stolik ustawiony przy oknie i dwa krzesła. Na jednym z nich leżała jeszcze kolorowa wstęga materiału i tasiemki z gorsetu. Na przeciwległej ścianie wisiało zdjęcie dwóch kobiet oprawione w ramkę. Garderobiana podążyła wzrokiem za Cielem, który zatrzymał się na fotografii. W odpowiedzi smutno się uśmiechnęła.
– To ja i Marie zanim jeszcze wyszła za mąż - wyjaśniła, siadając na jednym z krzeseł.
Hrabia czuł się niepewnie, milcząc. W końcu postanowił przejść od razu do sedna sprawy i nurtujących go pytań. Reszta wyjdzie przy okazji.
– Czy...Rozpoznaje pani ten przedmiot? - wyjął z kieszeni wstążkę, którą ofiara zmęłła w dłoni.
– Tak, w takim kolorze pan Wilson miał dzisiaj muszkę, gdy wchodził do budynku opery - odpowiedziała po chwili, pocierając palcem wskazującym koniuszek nosa.
– A czy wie pani, kto mógł być na tym zdjęciu?
Hrabia wyjął fotografię i pokazał ją kobiecie. Garderobiana wzięła ją do ręki, po czym dreszcz przebiegł po jej ciele i zaniosła się spazmatycznym płaczem.